TwitterFacebookPinterestGoogle+

Koń ursynowski

image_pdfimage_print

Tereny dzisiejszego Ursynowa nie raz w czasie swojej kilkuset letniej historii słyszały tętent i parskanie koni. Jeźdźcy zmieniali się przez lata, ale koń pozostawał stałym bywalcem, a wręcz symbolem ursynowskich ziem. A konia dosiadał zarówno rycerz Gotard, właściciel wsi Służew, obejmującej w XIV wieku tereny dzisiejszego północnego Ursynowa, zmagając się z Jaćwingami, Litwinami i Prusakami, jak i 2 wieki później znani m.in. z udziału w bitwie pod Grunwaldem rycerze z rodu Ciołków – właściciele południowych rubieży dzisiejszego Ursynowa. Konno przybywał na Ursynów polować zarówno król Jan III Sobieski jak i August II Mocny. Jednak dopiero XIX wiek na trwałe wpisał konia w krajobraz Ursynowa.

Trudno dziś jednoznacznie przesądzić co było tego przyczyną. Czy to wpływ hrabiego Aleksandra Potockiego (1778-1845) – właściciela Natolina i mieszkańca istniejącego do dziś pałacu w Natolinie? Jedną z największych pasji jedynego syna Stanisława Kostki Potockiego były konie – sprawował urząd Wielkiego Koniuszego Korony – był zarządcą wszystkich królewskich stajni i stadnin, a także autorem rozpraw o hodowli koni, a ponoć przyczynił się do wyhodowania znanej odmiany tzw. konia janowskiego w stadninie w Janowie Podlaskim.

Konne tradycje rodziny Potockich z sukcesami kontynuowali potomkowie Aleksandra. Prezesami powstałego w 1841 r. Towarzystwa Wyścigów Konnych i Wystawy Zwierząt Gospodarskich w Królestwie Polskim – pierwszego organizatora pierwszych wyścigów konnych, odbywających się wówczas na Polu Mokotowskim w rejonie dzisiejszego placu Unii Lubelskiej, a później aż do 1938 r. w rejonie ul. Polnej, byli kolejno ) w latach 1856-1864 August Potocki (na którego cześć jego dziadek nazwał wzgórze przy kościele służewieckim św. Katarzyny Gucinem, w latach 1868-1879 jego brat Maurycy Potocki, a także w latach 1879-1905 syn Maurycego, August Potocki zwany hrabią Guciem -znany ówczesny warszawski birbant i bon vivant.

Ten ostatni, co prawda nie związany poza więzami krwi z Ursynowem, na stałe zapisał się w historii wyścigów konnych w Warszawie. Był zarówno inicjatorem powołania w 1880 r. zakładów wzajemnych, czyli totalizatora końskiego, jak i w 1885 r. legendarnej Wielkiej Warszawskiej do dziś najwyżej dotowanej i jednej z najważniejszych porównawczych gonitw sezonu, gdzie zwycięzca otrzymuje Nagrodę Prezydenta miasta stołecznego Warszawy.

Natomiast Ursynów zasłynął w tamtych latach ze wspaniałych stajni wyścigowych zlokalizowanych w rejonie podkabackiego Moczydła. Swoje konie przed gonitwami na Polach Mokotowskich trenował tu m.in hrabia Ludwik Krasiński, założyciel bodaj pierwszej w Polsce hodowli koni pełnej krwi w Krasnem. Nie dość przypomnieć, że spod jego ręki wyszedł jeden z najbardziej znanych i najbardziej utytułowanych wierzchowców w historii wyścigów – Ruler. Niestety po śmierci Krasińskiego w 1895 r. zlikwidowano w Moczydle stajnię wyścigową.

Na terenie Moczydła uczyła się jeździć młodzież z towarzystwa, a ponowny rozkwit tego terenu jako zagłębia koni wyścigowych przypadł na lata międzywojenne, kiedy to Moczydło kupił jeden z bogatszych wówczas warszawiaków Michał Róg. Do dziś zachowały się obiekty stajenne z tamtego okresu, które niszczejące możemy zobaczyć na rogu ul. Belgradzkiej i ul. Stryjeńskich. Kilkanaście lat temu jedna z pracowni architektonicznych przedstawiła władzom SGGW, która to uczelnia byłą wówczas właścicielem zabytkowych stajni, koncepcję ich rewitalizacji. W ich XIX –wiecznym wnętrzu miało według założeń architektów powstać centrum edukacyjne.

Do dziś niestety koncepcja pozostała na papierze, a stajnie z każdym rokiem coraz bardziej popadają w ruinę. Władze Warszawy odpowiadające za zabytki i posiadające fundusze na ten cel, zdają się nie zauważać problemu i to pomimo, że w jednym z oficjalnych dokumentów, który niestety pozostał jedynie na papierze, czytamy: „Folwark Moczydło. Zaleca się wprowadzenie funkcji ogólnodostępnych, powiązanych z funkcjami projektowanego Parku Wyżyny. Budynki folwarku wymagają natychmiastowego zabezpieczenia. Istniejące budynki stajni, po adaptacji na inną funkcję, należy wkomponować w projektowany zespół. Minimum 50% terenu powinno zostać zagospodarowane zielenią z uwzględnieniem istniejącej w terenie cennej zieleni. Gabaryty projektowanych obiektów powinny być utrzymane w skali zabudowy historycznej”.

Moczydłowskie stajnie, to bodaj ostatni XIX wieczny obiekt związany z końmi, który ma wciąż jeszcze szanse zostać zachowany dla potomnych. Do dziś nie przetrwała kuźnia zlokalizowana przy skrzyżowaniu ul. Nowoursynowskiej z Dolinką Służewiecką, czy istniejąca jeszcze po wojnie karczma vis a vis kuźni. Jak mówią mieszkańcy Ursynowa pamiętający jeszcze tamte czasy, do karczmy mogło wjechać na raz kilkanaście zaprzęgów konnych. Była ona bowiem stacją przystankową dla rolników z okolicznych wsi, którzy zdążali na warszawskie targowiska. W karczmie mogli wypocząć przed dalszą drogą, oporządzić konie, czy zmienić koła do wozu.

Kwintesencją obecności konia na Ursynowie jest jednak obiekt powszechnie znany chyba wszystkim warszawiakom, perła architektury przedwojennej, zbudowany w 1938 r. Tor Wyścigów Konnych na Służewcu. Ten zabytkowy zaprojektowany przez zespół pod kierownictwem Zygmunta Plater-Zyberka obiekt został wyjątkowo łagodnie potraktowany przez wojnę. Niestety nie miał szczęścia do powojennych gospodarzy, stąd daleko mu jeszcze do czasów dawnej świetności. Tor Służewiecki uchodzi za jeden z piękniejszych tego typu obiektów na świecie. Stajnie na 800 koni, padok, tor wyścigowy, wszystko usytuowane na 138 hektarach zieleni parkowej, czynią z tego miejsca coś znacznie więcej niż tylko obiekt sportowy.

Być może to właśnie bliskość wspaniałego toru wyścigowego, ale także i stała obecność konia na Ursynowie skłoniły twórców pierwszych ursynowskich osiedli mieszkaniowych do nadania jednej z ulic nazwy Koński Jar. Jej podkreśleniem jest ponadnaturalnych rozmiarów rzeźba jeźdźca, zlokalizowana u podnóża Kopy Cwila. Niegdyś dawanno konia z rzędem temu kto powie kiedy teren ten doczeka się docelowego parkowego i rekreacyjnego zagospodarowania zgodnego z wolą mieszkańców. Terenowi groziła zabudowa obiektami sakralnymi. Jednak po protestach mieszkańców organizowanych przez społeczników ze Stowarzyszenia Nasz Ursynów, udało się uratować teren przed zabudową. Od tamtego czasu okolice Kopy Cwila pięknieją z roku na rok. Kto wie, może kiedyś staną się także przyjazne dla koni i jeźdźców.

Piotr Guział, mieszkaniec Ursynowa

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Czekali 66 lat. Linia 239 połączyła centrum dzielnicy z Krasnowolą!

Dziś została uruchomiona linia 239, która łączy centrum dzielnicy z Krasnowolą. Na ten moment mieszkańcy tej części Ursynowa czekali od 1951 roku czyli od przyłączenia...

Kontrola potwierdziła liczne nieprawidłowości w realizacji budżetu partycypacyjnego 2016 i 2017 na Ursynowie

Otrzymaliśmy tekst wystąpienia pokontrolnego, będącego efektem kontroli realizacji budżetu partycypacyjnego (BP) na Ursynowie przez obecny zarząd dzielnicy. Wnioski pracy kontrolerów są porażające i nie zostawiają wątpliwości,...

Niezawodne francuskie samochody

Jako pierwsi informujemy Was, że w najnowszym raporcie brytyjskiego Warranty Direct znajdziemy informację, iż drugie pod względem niezawodności na Wyspach są marki francuskie. Citroen, Peugeot...

Zamknij